Witajcie kochani!
Dziś zajmiemy się patriarchatem literackim w szerokim tego pojęcia znaczeniu. Jest to zjawisko, do którego w zasadzie przywykliśmy. Nie dziwi nas, że większość kultowych polskich dzieł należy do męskiej społeczności; naturalnie akceptujemy również męskich bohaterów. Póki nie zgłębiłam tego tematu, nie byłam świadoma, jak bardzo polska literatura jest zdominowana przez mężczyzn. Bezsprzecznie ma to związek z kulturą europejską, która oddała władzę w męskie ręce i pozwoliła im rozwijać się bez żadnych ograniczeń. Przeanalizujemy dziś tę ścieżkę i sprawdzimy, jaki udział w literaturze polskiej miały kobiety i jak zostały wykreowane.
Drobna uwaga: swoje śledztwo przeprowadzę na podstawie poznanych lektur szkolnych, ponieważ - jak do tej pory - był to mój jedyny kontakt z klasyką polsko - europejską. Mam świadomość, że to stosunkowo wąskie spojrzenie, ale lepsze na początek takie niż żadne. Potraktujmy to jako ciekawą wycieczkę literaturoznawczą bez zbędnych uprzedzeń czy wielkich oczekiwań :)
Antyk (ok. 3500 r. p.n.e. - 475 r. n.e.)
Wiadomym jest, że literatura - w dzisiejszym znaczeniu - zaczęła kształtować się po wynalezieniu pisma, które określamy jako początek starożytności - tutaj więc znajduje się nasz punkt startowy. Weźmy na początek "Iliadę" Homera, która powstała ok. VIII wieku p.n.e. Przedstawia obraz ostatnich pięćdziesięciu dni wojny trojańskiej. Nie musimy czytać, by wiedzieć, że akcja dzieje się w męskim gronie - chociażby po samej tematyce utworu.
A więc kogo my tu mamy?
- dowódca wojsk greckich - Agamemnon
- prowokator całej sprawy - Parys
- legenda rycerstwa - Achilles
- szlachetny wojownik - Hektor
- zdradzony król Sparty - Menelaos
- wrażliwy król Troi - Priam
- sprytny strateg - Odyseusz
I oczywiście wielu innych, ale symbolicznie przytoczyłam tych najważniejszych. Można by rzec, że to oni rozdawali karty w czasie wojny. Ale czy kobiety nie miały żadnego wpływu na tę sytuację? Co z boginią Afrodytą, która obiecała Parysowi najpiękniejszą kobietę na świecie? Ona poruszyła pierwszą kostkę domina, która doprowadziła do romansu Parysa z Heleną, ucieczki kochanków i ostatecznego wypowiedzenia wojny. Gdyby Helena nie uległa Parysowi, zachowując wierność wobec męża, być może do niczego by nie doszło. Ale, jak wiemy, zdrada była tam niemalże na porządku dziennym. I tak oto dwie kobiety swoimi niepozornymi decyzjami wprawiły w ruch maszynę, która stała się tematem najbardziej popularnego eposu wszech czasów.
A co z "Antygoną"? Możemy się kłócić, że po bratobójczej walce to siostry były prawowitymi następczyniami tronu - oczywiście pominąwszy fakt, że nie mogły go odziedziczyć. Tak więc nasza przedstawicielka boskich praw musiała dostosować się do praw nałożonych przez mężczyznę, jeżeli chciała zachować swoje życie. Wiemy, że wybrała drugą opcję, pragnąc postąpić zgodnie ze swoim sumieniem. Jaki był tego efekt? Śmierć Antygony, Hajmona (jej narzeczonego) i Eurydyki (jego matki). Trzy osoby zginęły z powodu rozkazu Kreona... lub zakazanego czynu Antygony. Musimy jednak przyznać, że nasza protagonistka pozytywnie rozpoczyna tę ścieżkę w poszukiwaniu siły żeńskich postaci.
Jeżeli zaś chodzi o poezję, na myśl przychodzi mi tylko Safona. Śmiało tworzyła poezję miłosną zahaczającą w dużej mierze o związki homoseksualne, które w ówczesnym świecie były na porządku dziennym. Z pewnością jest godna zapamiętania jako jedyna kobieta, która zaistniała na scenie sztuki w cieniu Homera, Sofoklesa, Ajsychylosa czy Eurypidesa. To nie lada osiągnięcie, choć nie sposób mówić tu o jednej randze twórczości.
Średniowiecze (475 r. - 1450 / 1455 / 1492 r.)
Wchodzimy w okres kultury chrześcijańskiej, więc sprawa nam się lekko komplikuje. Bohaterami biblijnymi są w dużej mierze mężczyźni - poza Maryją wynoszoną na piedestał. Nie jest to jednak zasługa jej bezpośrednich starań o popularność, a pozycji, w jakiej postawił ją sam Bóg. Widzimy jednak jej dwie różne twarze - będące jedynie ludzką interpretacją - w utworze "Bogurodzicy" i "Lamentu świętokrzyskiego". W pierwszym z nich Maryja została wykreowana jako matka Boga, orędowniczka, którą lud ziemski błaga o wstawiennictwo u Boga. W drugim zaś nasza bohaterka jest prostą, zrozpaczoną matką, która nie potrafi podnieść się po starcie jedynego syna. Bezsprzecznie jednak naród europejski gloryfikował jej postać, wynosząc ją ponad patriarchalny porządek świata.
Legenda o świętym Aleksym? Przez kilka wersów doświadczamy jego wspólnej historii z Famijaną, którą jednak rychło opuszcza na wezwanie Boga; nie ma na nią więcej miejsca w tej historii. "Pieśń o Rolandzie"? Znów wojna; w walce z saracenami nie ma żadnej przestrzeni dla kobiety. Zdaje się, że jedyną miłością Rolanda był jego miecz Durendal i na tym historia się kończy. Dodatkowo, w samej opowieści nie znajdziemy żadnego zdania umoralniającego w tej kwestii. Roland jest rycerzem szlachetnym, odważnym i godnym naśladowania. Brak kobiecego pierwiastka w jego życiu nie stanowi żadnej "rysy" na jego lśniącej zbroi.
Nietrudno więc dostrzec, że w tej epoce brakuje żeńskiego pierwiastka. Kobiety już w początkach chrześcijaństwa (a nawet judaizmu, wziąwszy pod uwagę Stary Testament) zostały umiejscowione stopień niżej niż mężczyźni. Nieistotne, jak bardzo feministycznie to brzmi - tak maluje się naga prawda.
Renesans (1450 / 1455 / 1492 r. - 1584 r.)
Tutaj pojawia się mój ukochany poeta - Jan Kochanowski! Jak wiemy, za życia pisał głównie pieśni o charakterze filozoficznym; w swych rozważaniach zapędził się tak daleko, że Bóg zdecydował się przypomnieć mu, na czym polega pokorne podejście do życia. Śmiem więc wysnuć wniosek, że to właśnie Urszulka była kobietą jego życia - ostatecznie o nikim innym nie napisał tylu utworów. Jej śmierć popchnęła go w kierunku kryzysu wiary i filozofii, który trwał aż do "Trenu XI", gdzie autor zatrzymał się przed granicą wyznaczającą drogę do świata wiecznego szaleństwa. Zwieńczeniem jego pokornych przeprosin był sen opisany w "Trenie XIX", w którym ujrzał swoją matkę trzymającą na rękach małą Urszulkę. W jego przypadku dziewczyna była więc lekcją życiową, początkiem życiowego kryzysu i zarazem jego końcem. Zdominowała także dużą część jego twórczości. Oswoiła go ze śmiercią. Nie celowo, oczywiście, acz symbolicznie. Nie możemy jednak powiedzieć, że była to zasługa jej czynów, a roli, którą pełniła w życiu poety.
Mikołaj Rej koncentrował się na życiu w ujęciu gospodarskim, tworząc "Żywot człowieka poczciwego". Nicollo Machiavelli skupił się na sposobach utrzymania władzy, a Tomasz Morus tworzył swój własny, utopijny świat, nie kontemplując zbyt długo nad postacią kobiety.
Barok (1574 r. - 1764 r.)
Pierwsze, co nasuwa mi się na myśl - "Makbet". Silny, zasłużony dla kraju mężczyzna, który dopuścił się królobójstwa w celu zaspokojenia władczej ambicji. W istocie nie dokonał tego sam. Być może nigdy nie zgłębiłby tak dokładnie własnej natury, gdyby nie lady Makbet, która znała swojego męża lepiej niż on sam i zdecydowała się wypuścić jego demony zamknięte dotychczas w klatce moralności. Posługując się technikami manipulacji, pokierowała mężem w taki sposób, że ostatecznie zagościli w zamku jako para królewska. Co zaskakujące, to właśnie ona nie wytrzymała odpowiedzialności, jakie zdecydowała się wziąć na swoje barki. Z pozoru bezwzględna; w rzeczywistości słaba psychicznie. Tymczasem Makbet przeżył dosłownie odwrotną drogę - z początku nie mógł poradzić sobie ze swoim czynem; ostatecznie odrzucił wszelkie emocje i wstał z kolan, przyjmując rolę tyrana. Wiadomym jest jednak, że nie znalazłby się w tym miejscu, gdyby nie lady Makbet.
Barok to epoka charakteryzująca się również silnym rozkwitem polskiego sarmatyzmu. Trudno więc mówić cokolwiek o kobietach, skoro nasza charakterystyczna szlacheckość określała je jedynie jako dodatek do mężczyzny - podobnie jak płaszcz czy szabla. Nie znajdziemy więc zbyt wiele na ich temat w pamiętnikach Jana Chryzostoma Paska. W sonetach Jana Andrzeja Morsztyna dostrzegamy motywy miłosne, jednak są one oparte głównie na konceptach literackich i wyrażają ogólne prawdy na temat uczucia, aniżeli są kierowane do konkretnej kobiety.
Don Kichot posiadał wybrankę serca - Dulcyneę, prostą kobietę ze wsi, która nawet nie zdawała sobie sprawy, że jest obiektem uczuć błędnego rycerza. Mężczyzna gloryfikował ją na każdym kroku i przypisywał jej cechy, których nie posiadała, ponieważ ta wizja motywowała go do podróży i zmiany świata. Kobieta jest więc elementem tła głównego bohatera, która być może dostała zbyt mało czasu w utworze, by móc się samodzielnie obronić (aczkolwiek jako prosta kobieta prawdopodobnie nie wykorzystałaby tej szansy).
Oświecenie (1764 r. - 1795 r.)
Ignacy Krasicki, jako uczony biskup, w swoich bajkach koncentrował się głównie na roli moralizatorskiej, przestrzegając przed zachowaniami ludzkimi ukrytymi pod postacią zwierząt. "Monachomachia" była wyrazem krytyki ówczesnego kleru (nie Kościoła), a satyra "Do króla" miała charakter czysto polityczny. Co zaś z "Żoną modną"? Można by rzec, że istotnie przedstawia on kobietę owładniętą głębokim kosmopolityzmem, aczkolwiek - jak udowodnił sam Adam Miciewicz w "Panu Tadeuszu" - Podczaszyc nie powstydziłby się podobnych działań, a jak wiemy - był mężczyzną. Myślę więc, że jest to bardziej domena epoki aniżeli płci.
Pojawia się sentymentalizm, którego głównym nurtem uczuciowym była miłość. Jesteśmy więc w przedsionku romantyzmu, gdzie możemy spostrzec, że kobieta zaczyna mieć coraz większe znaczenie. Czy jest to jednak związane z niezależnością kobiet? Niestety, uważam, że nie. Kobieta i mężczyzna nie występują w utworze oddzielnie, zawsze łączą ich jakieś uczucia, które sterują ich zachowaniem. Ona jest uzależniona od niego, tak jak on od niej. Widoczne są tutaj nieśmiałe kroki zrównania płci pod kątem przeżywanych uczuć o charakterze metafizycznym (nie zaś stereotypowym, jak do tej pory często miało to miejsce). Jeżeli uznamy to za początek tworzenia silnej bohaterki literackiej, to możemy powiedzieć, że znajdujemy się w pierwszym kilometrze drogi na Mount Everest.
Ale chwileczkę, mamy jeszcze preromatyczny utwór wyprzedzający swoją epokę - "Cierpienia młodego Wertera". Głównym bohaterem jest oczywiście mężczyzna, ale cały jego świat kręci się wokół jednej kobiety - Loty. Ten motyw powtórzy się jeszcze raz w innym utworze, ale wspomnę o nim już teraz, gdyż uważam, że jest wart rozgraniczenia. Lota jest tu kluczową postacią, ale nie z powodu swojej samodzielności, a dlatego, że jej zachowanie determinuje działania Wertera. Rzekłabym, że w tym przypadku Lota bez Wertera nie istnieje, a Werter bez Loty - owszem. Niestety jest to tylko uproszczenie, które kondensuje moje wnioski na potrzeby tego artykułu; co do roli samej Loty można by się długo spierać.
Romantyzm (1822 r. - 1864 r.)
No nareszcie! Tutaj naprawdę mamy o czym dyskutować, choć - nie ukrywam - już na wstępnie mój entuzjazm gaśnie na myśl, że mamy do czynienia głównie z autorami płci męskiej. O kobietach jest tam jednak wiele powiedziane, więc spróbujmy rozpracować ich punkt widzenia.
O balladach Mickiewicza nie można powiedzieć zbyt wiele, ponieważ mają na celu głównie przekazanie nadrzędnych wartości nieskierowanych do żadnej z płci bezpośrednio. Aczkolwiek możemy dostrzec, że w każdej z nich pojawia się motyw miłości (w "Romantyczności" - tęsknota Karusi za Jankiem, w "Lilijach" - walka o rękę wdowy, a w "Świteziance" - przysięga miłości i kara za zdradę). Z racji samego motywu kobieta zaczyna występować w utworze dużo częściej niż wcześniej; jej rola także się zmienia. Może być pokusą, nagrodą lub katem (w tym uproszczeniu dostrzegam powiązanie ze współczesnością :)
W "Dziadach" cz. IV Gustaw jest ofiarą nieszczęśliwej miłości, którą zmuszony jest przeżywać wciąż od nowa w ramach kary za popełnione samobójstwo. Raz hołubi swoją ukochaną, innym razem zawodzi w żałości: "Kobieto, puchu marny"! Widzimy, że bohater - idąc śladami Wertera - oddaje (nieświadomie) władzę nad sobą kobiecie, która w porównaniu do niego stanowi dużo lepsze uosobienie stabilności emocjonalnej. I choć to nie pierwszy mężczyzna niejako cierpiący przez kobietę (Hajmon, Orfeusz, Werter), to po raz pierwszy widzimy przyzwolenie społeczne w stosunku do takiej postawy i pełne zrozumienie. Pomimo faktu, że na kobietę uczucia mogą wpływać równie mocno, to właśnie pierwszy prawdziwy krok ku zburzeniu niepodważalnego dotąd autorytetu silnego mężczyzny.
Wątek miłosny w "Konradzie Walenrodzie" ma charakter zdecydowanie drugoplanowy. Nie ma on nawet decydującego wpływu na postępowanie bohatera. Pojawia się tylko jako opcja w jego tragicznym wyborze: zachować szczęście u boku żony, pozwalając na upadek Litwy czy ratować Litwę, tracąc szczęśliwe życie u boku żony? Jako patriota Walenrod decyduje się na to pierwsze, a gdy po latach wraca po swoją ukochaną, ta odmawia wspólnej ucieczki, choć ostatecznie umiera wraz z nim. Byli szczęśliwym małżeństwem, ale - jak widzimy - Konrad nie jest typem mężczyzny całkowicie owładniętym uczuciami do ukochanej. Poświęcił siebie dla dobra kraju, czego prawdziwy romantyk prawdopodobnie by nie zrobił.
I nareszcie - "Pan Tadeusz"! Kogo my tu mamy? Ewę, Telimenę i Zosię. Niestety nie dane nam poznać Ewę osobiście, a jedynie na podstawie historii księdza Robaka. Wiemy jednak, że cały konflikt ze Stolnikiem Horeszko spowodowany był odrzuceniem propozycji zaręczyn ze strony Soplicy. Była słaba, delikatna i z pewnością niegotowa do walki o własne szczęście. Telimena przypomina mi kolorowego ptaka; jest postacią samą w sobie, choć trudno powiedzieć, by reprezentowała głębsze wartości. Jest raczej bohaterem komicznym niż umoralniającym. W kluczowej scenie okazuje jednak dobre serce i niejaką mądrość, schodząc z tadeuszowskiej sceny na rzecz podopiecznej Zosi. Nie chowa urazy; od razu zmienia obiekt zainteresowań, nie mając żadnych pretensji do młodej pary. Jest zdecydowanie najbardziej niezależną postacią z całej trójki, choć konieczność zamążpójścia zdecydowanie umniejsza taki wizerunek. Zosia za to jest młoda, grzeczna i pokorna, gotowa służyć mężowi jak tradycja nakazuje, choć jednocześnie stanowi część obrazu zmian młodego pokolenia. Nie ma w sobie iskry, tej zaciętości lub gwałtowności godnej silnego bohatera. Trudno więc rzec, by w "Panu Tadeuszu" pojawiła się jakakolwiek prekursorka kobiecej niezależności. Choć z drugiej strony utwór miał być obrazem polskiego sarmatyzmu, więc w istocie - czego my tutaj szukaliśmy...? :)
W "Kordianie" mamy tylko dwie kobiety: Laurę i Wiolettę. Pierwsza z nich jest starsza od niego, traktuje go w sposób opiekuńczy, choć nasz Kordian jest w niej nieszczęśliwie zakochany. Mimo swojej dojrzałości stanowi zaledwie preludium głównego wątku; nie znamy jej dość dobrze, by móc ją słusznie ocenić. Wioletta zaś jest z Kordianem jedynie dla pieniędzy - nie mamy więc za bardzo pola do polemiki w tym zakresie.
Kiedy tak analizuję poznane wiersze Słowackiego, dochodzę do wniosku, że był on tak zakochany w swoim talencie, że nie zostawił zbyt wiele miejsca dla innej kobiety. Centrum jego uczuć stanowią: wielka poezja, nieszczęście emigranta i nienawiść do Mickiewicza. Trudno nam więc, panie Juliuszu, rzeźbić z piasku uczuć, które zdmuchnął Pan na rzecz mniej pospolitych refleksji...
Pozostaje nam jeszcze "Nie-boska komedia" Krasińskiego, która - jak dla mnie - jest jedną wielką pomyłką historyczną, ale dziś nie o tym. Mamy Henryka, który bierze ślub i już na samym początku zdradza nam swoje niewłaściwe pobudki. Czytając to, mamy zatem świadomość, że znów małżeństwo nie stanowi centrum jego życia; jest jedynie mostem prowadzącym go do jego prawdziwego pragnienia - władzy. Kobieta kocha go w istocie, ale gdy widzimy, że Henryk traktuje ją jako swoją inspirację, każe jej tańczyć mimo zmęczenia i bez skrupułów daje się uwieść Dziewicy - trudno go polubić jako bohatera. Ostatecznie Żona pada ofiarą choroby psychicznej, przewiduje rewolucję społeczną i odchodzi - zbyt słaba, by postawić się mężowi i klasycznym wzorcom.
Pan Norwid rozwijał się w poezji intelektualnej, w której nie pozostaje zbyt wiele miejsca na uczucia. Uważał, że Polacy są narodem nieinteligentnym i dlatego starał się ich zmusić do myślenia swoim niełatwym stylem poetyckim. Nie przepadam za tym poetą, więc może zgrabnie przejdę do podsumowania epoki bez używania negatywnych epitetów...
Uważam, że należy docenić postęp, jakim okazała się zwiększona obecność kobiet w polskiej literaturze, choć zdecydowanie pozostawia ona wiele do życzenia. Żadna z powyższych kobiet nie mogłaby stanowić większej inspiracji dla przyszłych emancypantek. Idąc nurtem skrajnie feministycznym, można by rzec, że ówcześni mężczyźni byli zbyt skupieni na własnych uczuciach, by dostrzec kobiecy potencjał przyszłych pokoleń. Na szczęście, nie wszystko stracone... kolejna epoka stanowi krok milowy na tej płaszczyźnie.
Pozytywizm (1864 r. - ok. 1890 r.)
Nadchodzą czasy realizmu literackiego, które być może pokażą nam coś więcej z codziennego życia mieszkańców drugiej połowy XIX wieku. Najlepszym jego przykładem jest "Nad Niemnem" napisane przez Elizę Orzeszkową - może więc napotkamy jakiś przełom literacki w tej dziedzinie?
Idąc od najwyższych warstw społecznych napotykamy panią Andrzejową, majętną dzięki własnemu posagowi, który wniosła w swoje małżeństwo. Mieszka wraz z Zygmuntem Korczyńskim, dbając o jego wysokie wykształcenie i światowe obycie. Skutkiem jej wychowania został kosmopolityczny mężczyzna, który nie rozumie poświęcenia ojca i nie praktykuje żadnych polskich tradycji. Choć miała dobre intencje, niestety osiągnęła skutek odwrotny do zamierzonego, wychowując Zygmunta na człowieka aroganckiego i oderwanego od rzeczywistości. Emilia Korczyńska z pewnością nie wyróżnia się pozytywnie na tle pozostałych postaci. Justyna Orzelska jako pierwsza stawia krok w poprzek oczekiwaniom, wybierając miłość ponad wygodne życie. Niestety w takowym gospodarstwie sąsiadującym z biednymi Bohatyrowiczami nie jest to tak przełomowa decyzja, jak by się mogło wydawać. Szczególnie, że obok niej mamy Martę, która postąpiła odwrotnie - odrzuciła Anzelma, by uciec od biednego życia. Uważam, że środowiska te są zbyt zbliżone do siebie, by przejście między nimi stanowiło jakikolwiek przełom norm społecznych.
Moja ukochana lektura - "Lalka"! Z szacunku do Waszego czasu pominę od razu Izabelę Łęcką, która jest jedynie tworem ówczesnego wychowania salonowego. Hrabina Kazimiera Wąsowska bezsprzecznie należy do kobiet niezależnych, jednak jej uwodzicielskie uosobienie odbiera jej pewnej godności i majestatu, jaki mogłaby roztaczać dzięki swojej pozycji społecznej. Zaś baronowa Krzeszowska... z pewnością nie stanowi pozytywnego wzoru ówczesnej kobiety. Podobnie jak hrabina Karolowa, której nawet filantropia nie podsunęła na myśl szlachetniejszych pobudek działania. Mamy za to jedną kobietę, która z pewnością wyróżnia się swoim ciepłem i charyzmą - a jest nią prezesowa Zasławska. Arystokratka, która dba o swoich podwładnych, dla której ważne są życiowe wartości i która ma w sobie ogromną mądrość życiową. W istocie, jest to - według mnie - jedna z pierwszych tak niezależnych kobiet, które dziś analizujemy. Dobre serce, pozytywny charakter i niezależność finansowa. Prowadząc własny dworek, nie ma żadnego obowiązku podlegać zewnętrznej presji społeczeństwa. Widzimy, że doskonale się w tym odnajduje i daje nam światełko w tunelu.
"Pani Bovary" to dosyć prosta sprawa, która niestety nie kończy się happy endem. Emma jest młodą dziewczyną z ambicjami, która zostaje wydana za średniej klasy mężczyznę i wyjeżdża na prowincję, choć jej marzeniem jest wielkie miasto. Nieznośna jako kobieta, niewierna jako żona i nieopiekuńcza jako matka - postanawia popełnić samobójstwo. Trudno nam tu mówić o dobrym wzorcu.
Duże nadzieje daje nam "Zbrodnia i kara" Dostojewskiego z uwagi na fakt, że jest to powieść polifoniczna (wielowątkowa). Takie nowatorstwo twórcze pozwala pogłębić charakterystykę postaci drugoplanowych zamiast jedynie sprowadzać je do roli tła i odzwierciedlenia charakteru głównego bohatera. Mamy Sonię i Dunię (pozwolicie, że z oczywistych powodów pominę Katarzynę Iwanownę), które od samego początku kreują się jako pozytywne i silne bohaterki. Choć Dunia ma w sobie więcej otwartej zaciętości od Soni, to żadna z nich nie wydaje się słabsza od drugiej. Dunia postanawia poświęcić swoje szczęście dla dobra rodziny, aczkolwiek ma w sobie dość energii, by wyrzucić Łużyca, gdy ten okazuje się być złym bohaterem. Zaś Sonia - cicha, spokojna, bardzo opanowana - wiele zniosła w swoim życiu, by ostatecznie zostać wsparciem dla Raskolnikowa podczas jego zesłania na Syberię. Wiedziała, czego chce i że nie będzie łatwo z jego charakterem, ale podjęła się tego zadania, bo tak podpowiadało jej serce. I wytrwała w swoim postanowieniu, doprowadzając swoją historię aż do szczęśliwego zakończenia.
Chciałabym tu wspomnieć również o sienkiewiczowskim "Potopie", bowiem choć jego akcja rozgrywa się w epoce baroku, to jednak powstał w czasach pozytywistycznych na fali twórczości "ku pokrzepieniu serc". Powieść osadzona jest w tematyce wojennej, stąd też niewiele znajdziemy w nim pierwiastka kobiecego, ale jeżeli już jakiś przychodzi nam na myśl, to jest to zdecydowanie Oleńka. I nie ukrywam, że już na samym początku polubiłam ją za hardość jej charakteru. Nie była zwykłą uwodzicielką, która sprowadza mężczyznę na manowce i bawi się nim, ile dusza zapragnie. Pomimo faktu, że respektowała wolę dziadka, który wydał ją za Kmicica (inna sprawa, że w tamtych czasach nie miała innego wyjścia), to jednak nie pozwoliła, by odgórnie narzucone tradycje wymusiły na niej uległość. Oczywiście zakochała się w Jędrusiu, stąd nie możemy ocenić, czy byłaby w stanie się postawić, gdyby nie żywiła do niego żadnych uczuć. Wiemy za to, że miłość nie zaślepiła jej w zupełności, gdy Kmicic spalił wioskę i przeszedł na stronę Radziwiłłów. Miała w sobie dość siły, by ochronić go jako człowieka przez odwetem mieszczan i jednocześnie wyrzucić go ze swojego życia chwilę później - albowiem nie zamierzała poślubić takiego niegodziwca. Z tej perspektywy Oleńka wydaje mi się naprawdę silną kobietą. W istocie jej osoba wpływa silnie na decyzje Kmicica (a nie jak do tej pory, gdy to kobieta była głównie odzwierciedleniem działań mężczyzny). Ponieważ jednak jest postacią drugoplanową, znów powstaje wrażenie, że Kmicic bez Oleńki wciąż by istniał, zaś Oleńka bez Kmicica - nie. Z perspektywy powieści ta teza mogłaby się obronić. Mimo to uważam osobiście, że postać Oleńki daje nam nowatorski obraz silnej kobiety wykreowanej przez pisarza - mężczyznę.
Młoda Polska (ok. 1890 r. - 1918 r.)
W swojej lirycznej strukturze epoka została zdominowana przez dekadentyzm oraz filozofię Schopenhauera i Nietzschego. Po dłuższej analizie dochodzę do wniosku, że i z "Wesela" ciężko cokolwiek wyciągnąć, ponieważ w utworze dominują mężczyźni, a cały dramat mówi o charakterystyce powstańczej natury Polaków. W "Ludziach bezdomnych" Żeromskiego widzimy Joasię Podborską, która trzyma się lekko na uboczu względem pozostałych bohaterów. Zwraca jednak uwagę jej wrażliwość i empatia wobec innych. Niestety nie została wybrana przez Judyma z miłości, a raczej z powodu odrzucenia przez Natalię. Do tego wszystkiego, gdy zdecydowała się z nim być, Judym odwrócił się od niej, wybierając życie w cierpieniu i ciężkiej pracy (przesadne męczeństwo w mojej opinii). Z pewnością Joasia jest tutaj postacią pozytywną, ale niestety zbyt małą, zbyt drobną w tej historii, by stanowić symbol jakiejkolwiek rewolucji społecznej.
Ciekawie malują się za to postacie Jagny i Hanki z "Chłopów". I choć prawdopodobnie w pierwszym odruchu trudno by było szukać przełomu społecznego na wsi, to jednak indywidualne cechy obu kobiet zdecydowanie są warte rozpatrzenia. Hanka, po zniknięciu Antka, staje się silną, hardą kobietą, której nic nie jest w stanie zagrozić. Jest gotowa walczyć z teściem o to, co jej się moralnie należy. Nie boi się oddać mężowi każdego uderzenia podczas kłótni i nie pozwala złamać się psychicznie. Tą siłą obdarował ją instynkt macierzyński, który w jej wypadku okazał się niezwykle skuteczny. Jagna za to jest pełna uczuć, oderwana od świata i niepasująca do atmosfery wsi. Ma w sobie za to duże pokłady indywidualizmu, które pozwoliły jej kroczyć ścieżką nieakceptowaną przez mieszkańców Lipiec. I choć nie była ona w pełni słuszna, to wierzę, że ów indywidualizm połączony z siłą mentalną Hanki stworzyłby kobietę silną, niezależną i gotową do obrony swoich racji. W istocie nie ma więc w tym utworze bohaterki wyróżniającej się tymi cechami, ale po raz pierwszy tak stereotypowo męskie cechy zostały przypisane kobietom, co - uważam - stanowi spory przełom w ówczesnej mentalności społecznej.
Sami rozumiecie, że na temat "Moralności pani Dulskiej" nie ma się co rozwijać :)
Dwudziestolecie międzywojenne (1918 r. - 1939 r.)
"Mistrz i Małgorzata" jest powieścią wielowymiarową, stąd też wątek miłosny stanowi zaledwie jej niewielki odsetek. Z pewnością jednak uwydatniona została w niej postać Małgorzaty, która zdecydowała się odejść od bogatego męża na rzecz biednego pisarza - z powodu czystej miłości. Zgodziła się "podpisać pakt z diabłem" i wyruszyć na poszukiwania swojego męża. Swoim oddaniem i miłością bardzo ujęła Wolanda - i to wydaje się dla mnie kluczowa kwestia. Ostatecznie kobieta swoim dobrym sercem wzruszyła samego diabła, który zadbał o to, by ona i jej wybranek zaznali spokojnego życia po ich odejściu. Jest to więc w pewien sposób kobieta niezależna, która odwróciła się od bogactwa, by wybrać Mistrza (motyw już dobrze nam znany). Odważna, otwarta na świat i pełna życia - o tak, to kobieta, na którą zdecydowanie warto zwrócić uwagę!
(Co ciekawe, zwróćmy uwagę, że z niewielkiej liczby silnych kobiet to już trzecia wykreowana przez rosyjskiego pisarza...)
W "Przedwiośniu" niewiele przeczytamy na temat Laury czy Karoliny, ponieważ są to bohaterki drugoplanowe, które nawet nie mają wiele wspólnego z tematem przewodnim powieści - odbudową Polski po latach zaborów. Napotykamy za to "Granicę" Zofii Nałkowskiej, w której mamy prostą, samotną i (z czasem) chorą psychicznie Justynę oraz dojrzałą i ostrożną Elżbietę. O ile ta pierwsza z oczywistych względów nie spełnia kryteriów silnej kobiety, o tyle można by polemizować, czy wierność Elżbiety jest przejawem siły czy słabości. Kobieta zdecydowała się najpierw wybaczyć mężowi zdradę, później ciążę będącą jej wynikiem, by ostatecznie wesprzeć go jako prezydenta miasta, którego oskarżono o strzelanie do protestujących robotników. Ja osobiście nie polubiłam się z Elżbietą już na początku jej związku z Zenonem Ziembiewiczem, dlatego nie uważam, by jej postawa była przejawem siły - w grę mogły wejść raczej rutyna i obawa przez życiem jako samotna matka.
Na myśl przychodzą mi jeszcze "Ferdydurke" oraz "Szewcy". Niestety, i w pierwszym, i w drugim utworze nie mamy co szukać kobiecej siły rewolucyjnej, ani przynajmniej pozytywnej żeńskiej bohaterki.
Współczesność (od 1945 r.)
Nie będę ukrywać, że trudno mi tutaj znaleźć przykłady do omówienia. W głównej mierze była to poezja Wisławy Szymborskiej, Czesława Miłosza czy Mirona Białoszewskiego. Jednocześnie wiem, że nie mamy czego szukać w "Innym świecie" Herlinga-Grudzińskiego ani "Tangu" Sławomira Mrożka (choć występuje tu motyw rewolucji społecznej, jest on zdominowany przez mężczyzn na płaszczyznach: starość - młodość oraz wolność - zasady). Wiemy za to, że współczesność trwa do dzisiaj, a więc postać silnej kobiety bez trudu będzie można znaleźć w wielu utworach (choć nie ukrywam, że nie orientuję się we współczesnej klasyce). Pozostawię zatem tę sferę do możliwych rozważań, przeobrażając ten artykuł w pobieżne podsumowanie historyczne.
Jak możemy dostrzec, niełatwo jest znaleźć w klasycznych utworach literackich kobietę o silnym charakterze z domieszką niezależności. Z oczywistych względów jest to utrudnione przez patriarchat, obyczaje społeczne i młodość ruchów feministycznych. Istnieją jednak bohaterki, które budują ścieżkę zmian społecznych w tej płaszczyźnie: Antygona (po niej następuje długa przerwa dziejowa), prezesowa Zasławska, Sonia, Dunia, Oleńka, Jagna, Hanka i Małgorzata. Z pewnością znajdzie się jeszcze mnóstwo innych, których nie miałam okazji poznać - i ta myśl napawa mnie dużym optymizmem. Możemy dostrzec, jak powolny był proces przełamywania barier postawionych przez tradycję i stereotypy. Choć można by się spierać co do kierunku, jaki obrały obecne ruchy feministyczne, to ich geneza była jak najbardziej słuszna, a działania - skuteczne.
I tym pozytywnym akcentem chciałabym zakończyć dzisiejszy wywód. Mam nadzieję, że liberałowie są usatysfakcjonowani obrotem spraw, a konserwatyści akceptują reformatorski przebieg wydarzeń. Wszystkim zaś życzę wszystkiego dobrego, zdrowia i pomyślności na nadchodzący Nowy Rok!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz