sobota, 13 października 2018

Mahatma Gandhi - człowiek o mądrej duszy

Witam wszystkich!

Dziś troszkę o czymś innym. Historia, choć nie polska, to jednak równie ważna dla każdego z nas. Ograniczając się jedynie do postaci i kwestii typowo narodowych, rozwijałabym w sobie niezdrowy nacjonalizm, postanowiłam więc troszkę poszerzyć tematykę moich postów - zamykając je jednak w strukturze humanistycznej. Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam sylwetkę Mahatmy Gandhiego nie tylko z perspektywy biograficznej, ale także filozoficznej, która jest tutaj bardzo istotna.


Gandhi (1869 - 1948) znany jest z tego, że przy zastosowaniu biernego oporu (wykluczającego przemoc) udało mu się doprowadzić do sytuacji, w której Wielka Brytania wycofała się z terenów Indii, pozwalając na utworzenie niepodległego państwa. Najpiękniejszy wówczas "klejnot korony brytyjskiej" dzięki skutecznym działaniom jednego człowieka zdołał uniezależnić się od niegdyś potężnego imperium - raz na zawsze. Nie udałoby się to oczywiście gdyby nie rzesze ludzi, które przyłączyły się do Gandhiego, ale jak wiemy, w grupie zawsze musi być lider - i ów mężczyzna niezaprzeczalnie spełnił jego rolę.

Jednak droga do tego, by poprowadzić lud Indii ku niepodległości wcale nie była usłana różami. W zasadzie nie przypominam sobie takiego wzorca, w którym bohater historyczny bez żadnych drastycznych doświadczeń poprowadziłby tysiące ludzi ku wielkiej zmianie. Zaufanie innych budzi ból, który przeżyliśmy, aby kierować innymi. I Gandhi, niestety, tego bólu doświadczył.

Niepowodzenia w podjęciu stałej pracy zmusiły Gandhiego do wyjazdu do Afryki w 1893 roku. I ów pobyt na Czarnym Kontynencie był punktem zwrotnym w jego życiu. Nikt by nie pomyślał, że pojedzie tam jako zwyczajny młody chłopak, a wróci jako dorosły mężczyzna gotowy zmienić losy całego państwa. Szczególnie, że do Afryki wyjechał jako cicha, skromna osoba, która ani myślała o występach publicznych. Na samą ich myśl zaczynał się pocić, jąkał się okrutnie i mówił z głową skierowaną w dół. Jednak człowiek nigdy nie jest samotną wyspą, społeczeństwo zawsze ma na nas jakiś wpływ - i to właśnie on okazał się tutaj kluczowy.

Przypomnijmy, że do Roku Afryki (1963) cały kontynent składał się głównie z kolonii europejskich, co oznaczało segregację rasową - miejscowi i kolorowi byli traktowani jak ludzie niższego sortu, a wyżej w hierarchii zawsze stała rasa biała. Ciężko mi się o tym pisze, ponieważ nie potrafię zrozumieć takiego toku myślenia: jakim prawem biali są lepsi od czarnych? Jakby poczuli się Europejczycy, gdyby trafili do krainy, w której to osoba biała jest niewolnikiem czarnoskórej? Skąd w ogóle to wynaturzone myślenie, że jeden jest lepszy od drugiego?

Ale nie chciałabym tutaj wylewać swoich frustracji. W każdym razie Gandhi po raz pierwszy w Afryce Południowej doświadczył brutalnych skutków segregacji rasowej. Został wyrzucony z pociągu, gdy okazało się, że siedzi w pierwszej klasie przeznaczonej dla rasy białej, a powinien razem z innymi "kolorowymi" podróżować trzecią. Bez znaczenia był fakt, że posiadał bilet uprawniający go do podróży pierwszą klasą. Innym razem został pobity przez woźnicę, ponieważ nie zgodził się usiąść na podnóżku, by w środku zrobić miejsce dla ludzi białej rasy. Takich sytuacji było naprawdę wiele i to właśnie one wydobyły z Gandhiego tę prawdziwą naturę, która w końcu obudziła się i powiedziała: "Hej! Chwileczkę! Nie możemy  dawać się tak traktować". 

Nie znam dokładnie jego życia, ale pamiętam, że zaczął działać już w Afryce, gdy okazało się, że tamtejszy rząd planuje pozbawić Hindusów praw wyborczych. W tamtym właśnie czasie opracował metodę biernego oporu, który wykluczał przemoc, a zakładał pokorne przyjmowanie kary z jednoczesnym uporem w podtrzymywaniu stanowiska. Następnie wrócił do Indii. Z początku dążył jedynie do większej autonomii kraju pod rządami brytyjskimi. Jako aktywny działacz polityczny zachęcał społeczeństwo do wstępowania w szeregi armii brytyjskiej - jednak tylko do pewnego momentu. W czasie II wojny światowej Mahatma Gandhi porozumiał się z władzami Wielkiej Brytanii i złożył wniosek o przyznanie Indiom niepodległości. Gdy spotkał się z odmową, stanowczo zapowiedział, że Hindusi wycofują się z wojny i nie będą już wspierać oddziałów brytyjskich. To spowodowało pewne represje, które trwały aż do 1948r., gdy ostatecznie Wielka Brytania zrozumiała, że nie ma innego wyjścia, jak tylko wycofać się z tych terenów. Być może mogłaby krwawo stłumić wszelkie przejawy protestu, jednak wówczas największa kolonia sprawiałaby tylko mnóstwo problemu i nie przynosiłaby tyle zysków, co kiedyś. I tak Mahatma Gandhi został bohaterem narodowym, który pomógł Indiom odzyskać niepodległość jeszcze tego samego roku.

Biografia przedstawia go jako bohatera - ja sama także postrzegam go w ten sposób. Uważam, że to człowiek godny naśladowania i przykład wielu ważnych wartości. Żeby jednak nie było tak słodko, podsyłam Wam krótki artykuł, według którego Gandhi nie był tak wspaniałym człowiekiem, na jakiego wykreował go świat. Dobrze jest przeczytać kilka sprzecznych opinii i wyrobić sobie własną. Jak dla mnie tekst jest wręcz nasycony niechęcią i urazą do tej postaci, staram się jednak odbierać to z dystansem. Sami zdecydujcie, co przemawia do Was bardziej.

Jednak to, co wydaje mi się równie ważne, to filozofia, jaką kierował się w życiu. Być może Gandhi nie ma na swoim koncie tysiąca znanych sentencji, ale posiada kilka, które są warte uwagi i zawierają w sobie dużą mądrość. Chciałabym się nimi z Wami podzielić, ponieważ sama staram się rozwijać swój pokojowy stosunek wobec świata i muszę przyznać, że choć wymaga wielkiej pracy, to z pewnością przynosi efekty w postaci spokoju ducha czy większej cierpliwości.

"Sami musimy stać się tą zmianą, którą pragniemy ujrzeć w świecie."

Takie proste w powiedzeniu, takie proste w zrozumieniu, a tak trudne w realizacji. To jak z tym stwierdzeniem, że nie dojrzymy czegoś na świecie, jeśli nie odnajdziemy tego w sobie (coś takiego napisał Anthony de Mello). Jak możemy oczekiwać od innych tego, że będą mili, jeśli sami nie grzeszymy uprzejmością? 

"Gniew jest kwasem mogącym bardziej zniszczyć naczynie, w którym się znajduje, niż to, na co zostanie wylany."

To są z kolei tak mądre i trafne słowa, że nawet pamiętam, jak roześmiałam się w niedowierzaniu, gdy przeczytałam je po raz pierwszy. Zazdrość połączona z zawiścią jest dziś bardzo częstym zjawiskiem, podobnie jak nienawiść wobec drugiego człowieka za to, co nam zrobił, czy też pogarda wobec tych, których uważamy za gorszych od siebie. Jeśli pokłócimy się z jakąś osobą i chowamy urazę przez dzień, tydzień, miesiąc, rok - to kogo ona zjada od środka? Jego? Czy mnie? Jeśli druga strona jest mądra, odetnie się emocjonalnie od konfliktu, zaakceptuje obecny stan rzeczy i ruszy dalej, w czasie gdy my będziemy tonąć w bagnie własnej nienawiści. Ktoś również wspominał o tym, że jeśli chcemy się na kimś zemścić, najlepiej mu wybaczyć i stać się szczęśliwym człowiekiem. Po co zabijamy siebie za to, za co nie lubimy innych?

"Obowiązek spełniany bez wewnętrznego zadowolenia nie przynosi korzyści ani temu, kto go wypełnia, oni osobie, wobec której jest spełniany."

Przypomina mi to trochę kwestię donkiszoterii, w której również chodzi o bezinteresowną pomoc. Są ludzie, którzy pomagają, by komuś zaimponować, a są tacy, którzy to robią, bo tak właśnie kieruje ich serce. I nie ma tu nic więcej do dodania. Jak powiedział sam Don Kichot: "Wyższy jest, mówię, błędny rycerz, który pomaga wdowie na jakimś bezludziu, od rycerza dworaka ubiegającego się o jakąś dziewicę w mieście".

"Bez wątpienia byłbym chrześcijaninem, gdyby chrześcijanie byli nimi 24 godziny na dobę."

Troszkę nasuwa mi się tutaj film "Kler", o którym już pisałam, ale to pozostawiam Wam, bo kwestia interpretacji jest tutaj strefą wolną i bardzo szeroką. To zdanie jest jednak zastanawiające i zdecydowanie warte rozpatrzenia.

Oraz jeszcze kilka innych, które już pozostawiam do Waszej własnej, wnikliwej refleksji:

"Jest wiele powodów, dla których jestem przygotowany na śmierć, ale nie ma żadnego, dla którego gotów byłbym zabić."

"Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. Później wygrywasz."

"Nie ma drogi do pokoju. To pokój jest drogą."

"Powiedzenia Mahometa są skarbem mądrości, nie tylko dla muzułmanów, ale dla całej ludzkości." 

(Kto bowiem zdecydował, że religia, zamiast łączyć, powinna dzielić ludzi? Jedna, pięć czy tysiąc - Bóg zawsze jest jeden. Resztę wymyślili ludzie). A dalej:

"Religie to różne drogi prowadzące do tego samego celu. Jaka to różnica, którą z nich wybierzemy, jeśli i tak kierujemy się do tego samego celu. Jaki cel więc mają te kłótnie między nami?"

Odpowiedź na pytanie, czy Mahatma Gandhi jest hunduistą:
"Tak, jestem, ale jestem także chrześcijaninem, muzułmaninem, buddystą i żydem."

I jedno z ważniejszych:

"Oko za oko uczy­ni tyl­ko cały świat ślepym."

Dziękuję Wam ogromnie za uwagę. Życzę miłego dnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz